strona główna     /      Pielęgnacja     /      Makijaż     /      Ulubieńcy     /      Współpraca     /      Kontakt     /     

16 lutego 2016

Porównanie czekolad - Too Faced i Makeup Revolution - palety cieni

Dziś porozmawiamy trochę o czekoladzie! Jednak nie jest to zwykła czekolada... Jak wiadomo każda prawie kobieta lubi słodkości i wie, że czekolada czekoladzie nie jest równa. A jak to jest z czekoladą która nie jest do jedzenia? Dziś chciałabym zrobić porównanie palety czekoladej z Makeup Revolution z czekoladką Too Faced. Czy warto kupować droższą? Czy lepiej pozostać przy tańszej? Zapraszam!




Obydwie czekolady są dość sławne, Too Faced ze względu na swoją oryginalność i zaistnienie na rynku, a Makeup Revolution jako "mały zamiennik" wcześniej wspomnianej palety Too Faced. 
Pierwszą która wpadła w moje ręce była biała czekolada z MUR.. Wcześniej z tej serii miałam Iconic 3, następnie palete Flawless. Niestety, ta pierwsza była dla mnie zbyt różowa, drugą oddałam siostrze, bo wtedy nie malowałam się jeszcze na co dzień, a moja siostra miała tylko palete Iconic 2. Wszystkie 3 palety były dobre jakościowo, tymbardziej że Iconic kosztował ok 20 zł za 12 cieni, natomiast paleta Flawless kosztowała ok 40 zł za 32 cienie. Gdy kupowałam palete Iconic 3 czekolady dopiero wchodziły do sprzedaży jednak nie miały jeszcze żadnych opini więc skusiłam się na sławnego Iconic'a. 
Białą czekoladę zwaną Naked Chocolate nabyłam jakieś ponad pół roku temu. Zachęciła mnie koleżanka która zachwycała się jakością cieni, ich pigmentacją oraz możliwością dobrego blendowania. Oczywiście większość recenzji na blogach również była bardzo pozytywna. Miałam do wyboru wtedy białą, mleczną i gorzką czekoladę. Jako, że jestem wielką fanką brązów i miedzi, biała czekolada wydała się idaelna.
Paletę Too Faced kupiłam...sama nie wiem czemu. Impuls. Idąc spać powiedziałam sobie, że jak na drugi dzień zdam najważniejszy dla mnie gezamin to będzie moja i tak właśnie się stało.Od razu po zdaniu egzaminu poleciałam do Sephory i ją kupiłam.

Opakowanie:
Paleta cieni MUR znajduje się w plastikowym opakowaniu. Plastik jest twardy, dobrze się otwiera, nie zacina się, ma również dość spore lusterko. Nieraz już była przewożona i nic jej się nie stało, choć wiadomo jak traktowany jest bagaż. 
Paleta Too Faced jest metalowa, o wiele łatwiej jest ja otworzyć, a zamykając ją mamy magnesy które powstrzymują ją przed otwarciem się. Ma również lusterko, jednak jest ono trochę mniejszy niż w palecie MUR.
Różnicą jest również wytopiona czekolada na wieczku obu palet. W przypadku Too Faced jest to cała tabliczka z logiem firmy, natomiast w przypadku MUR jest to połowa tabliczki, reszta jest tak jakby rozpuszczona, bez żadnych napisów. Opakowanie Too Faced jest odrobinę węższe i wyższe, ale jest to różnica dosłownie paru milimetrów. Dodatkowo w Too Faced każdy cień ma swoją nazwę wyrytą w opakowaniu, natomiast w MUR z tego co pamiętam była przezroczysta folijka, ale wyjęłam ją, zagubiłam i nie pamiętam już nazw poszczególnych cieni.



Zapach:
Paleta MUR pachnie...chemią. Gdzieś tam odrobinę może i jest jakiś zapach czekolady. Gdzieś znalazłam się z porównaniem tego zapachu do farb plakatowych, których używało się w szkole i muszę się z nim trochę zgodzić.
Paleta Too Faced, w sklepie nie pachniała zbytnio czekoladą i czuć w niej jednak chemie, ale gdy od rana chce się pomalować i otworzę palete od razu wydobywa się z niej piękny zapach kakao.

Cienie:
Jak wiadomo biała czekolada nie jest kolorystycznym odpowiednikiem do Chocolate Bar Too Faced, bo odpowiednikiem jest I Heart Chocolate. Kolory cieni są niemalże identyczne. Jeśli chodzi o ich jakość to jest to mała przepaść, ale może od początku.
Cienie MUR: dobrej pigmentacji, jednak niektóre kolory trzeba nałożyc parokrotnie aby faktycznie dobrze wyglądały na oku, bardzo dobrze się blendują, lekko się osypują co widać też po opakowaniu, bo jest lekko brudne. Cienie są albo matowe, albo mniej bądz bardziej brokatowe. Mamy 4 cienie z bardzo drobno zmielonymi błyszczącymi drobinkami. Trochę chciałyby być holograficzne, ale moim zdaniem nie do końca są. Mają po prostu bardzo drobne błyszczące drobinki które równo odbijają światło. 

Too Faced ma za to cienie, które bazę mają np. ciemno fioletową, bądz zgniło zieloną, ale dodatkowo mają jasne drobinki jak np. różowe bądz złote i dzięki temu ten kolor zupełnie inaczej wygląda. A kolor złoty? Jestem w nim zakochana! Przepięknie odbija światło, mieni się w każdym świetle, rewelacja! Jak pierwszy raz zrobiłam sobie makijaż tą paletą to moje koleżanki nie mogły oderwać oczu od moich powiek. Pigmentacja też jest o wiele lepsza niż w palecie MUR, natomiast możliwość blendowania jest ta sama. Minusem jest, że cienie się osypują. Tak osypują. I to dość sporo, bo za każdym razem po makijażu muszę pozostałość strzepnąć z opakowania, żeby nie powchodziły mi np. w jaśniejsze cienie. Nie mówię już o strefie pod oczami. Nie wyobrażam sobie najpierw nałożyć podkład, a później zrobić oczy, bo musiałabym zmyć korektor pod oczami i na nowo go nakładać. Cienie MUR aż tak bardzo się nie osypywały i nie przemieszczały. Oczywiście nie jest to jakieś bardzo uciążliwe, ale od tak drogiej palety oczekuje czegoś innego i po prostu trzeba pamiętać aby najpierw zrobić makijaż oka.



Tutaj macie porównanie jakości cieni. Na pierwszym zdjęciu MUR po lewej, Too Faced po prawej. Tutaj widać największą różnicę, cień Too Faced daje piękną, zdrową taflę na skórze (spokojnie można stosować jako rozświetlacz), natomiast MUR jest zbyt nachalny i jako rozświetlenie zbytnio się nie nadaje, chyba że w kącik oka do mocnego makijażu.

Drugie i trzecie zdjęcie dwa pierwsze po lewej to MUR, dwa po prawej to Too Faced. Tutaj różnica jest o wiele mniej widoczna, cienie bardzo podobne do siebie, jednak trzeba zauważyć różnicę w odbijaniu światła, Too Faced znów robi to lepiej od cieni MUR.




Cena: Paletka Too Faced 179 zł dostępne tylko w Sephorze, paletka MUR 40 zł dostępna w większości drogerii internetowych. 

Podsumowując, czy warto inwestować w paletę za 180 zł, ponad 4 krotnie droższą od palety MUR? Moim zdaniem warto. Jest to naprawdę zupełnie inna jakość cieni, lepiej odbijają światło, dłużej trzymają się na oku. Wiadomo, że kupując tę paletę nie wyrzucimy jej za rok czy dwa. Chyba, że jesteśmy profesjonalnymi makijażystkami i używamy jej codziennie na klientkach. Inwestowanie w lepszej jakości kosmetyki ma dla mnie jak najbardziej sens, bo wiem, że mając tą paletę nie potrzebuję innej, bo mogę zrobić nią makijaż dzienny, ale także wieczorowy. Jednak jeśli zaczynacie przygodę z makijażem bądz wydanie 180 zł na paletę to dla Was idiotyczny pomysł polecam jak najbardziej palety MUR, są o wiele tańsze, a o naprawdę dobrej jakości jak na swoją cenę, więc też warto wyposażyć się w tę paletę. 

PS. Kupując paletę Too Faced, mimo, że bierzecie niby zamkniętą sztukę warto poprosić ekspedientkę o sprawdzenie cieni. Jak wróciłam do domu i je otworzyłam to okazało się, że dwa cienie były przez kogoś "macane". Niestety, nie miałam co wracać, bo Pani by mi jej już nie zamieniła, ale gdybym na miejscu to zobaczyła to poprosiłabym od razu o zmianę egzemplarza. Jak widać "baby" macające wszystko nie rozumieją, że obok leży tester, nawet gdy chodzi o kosmetyk warty takiej sumy pieniędzy... Mam nadzieje ochydna babo, że wszystkie Twoje kosmetyki będą wcześniej przez kogoś otwierane, macane, dotykane i używane! 

PS. 2 Niestety, ostatnio nie bywałam zbyt często w blogowanym świecie, ale powracam do żywych! Pisanie inżyniera i obrona są bardzo pracochłonne :)

1 komentarz:

Zapraszam do komentowania i wyrażania swojej opini! :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...